W ostatni weekend września na plażach w okolicach Ustki morze wyrzuciło tajemniczą, ropopochodną substancję. Wzbudziło to niepokój zarówno spacerowiczów jak i służb odpowiedzialnych za ochronę środowiska, a w konsekwencji plaże zamknięto. Prof. Maciej Tankiewicz, p.o. kierownika Zakładu Toksykologii Środowiska Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, jest jednym z ekspertów komentujących to zdarzenie w artykule Gazety Wyborczej Trójmiasto.
"Gdy przeczytałem o sprawie, pomyślałem o dwóch możliwościach - albo jakiś statek nielegalnie czyścił swoje zbiorniki, albo doszło do rozszczelnienia zalegających na dnie zbiorników z paliwem" - mówi prof. Tankiewicz.
Kierownik Zakładu Toksykologii GUMed zwraca też uwagę, że w przypadku substancji ropopochodnej pierwsze toksyczne efekty lub oddziaływanie na zdrowie człowieka, nie mają miejsca od razu, trzeba na nie trochę poczekać. Jego zdaniem decyzja o zamknięciu plaż była słuszna.
"To nie jest jak z ukąszeniem owada, że po chwili pojawia się odczyn skórny, albo w sytuacji, gdy kąpiemy się w niestrzeżonych i zanieczyszczonych zbiornikach wówczas najczęściej pojawiają się objawy skórne - pokrzywki, zaczerwienienia, podrażnienia śluzówek. W tym przypadku nie można mówić o zagrożeniu mikrobiologicznym, a typowo chemicznym" - dodaje prof. Tankiewicz.
Z całym artykułem można zapoznać się tutaj.